środa, 24 czerwca 2015

MWH - Monika -> Kobiecy Klimat

Dzisiaj chyba jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie historii  ;)
Jest ona bardzo długa, ale bardzo treściwa, do tego Monika z Kobiecego Klimatu dodała wiele zdjęć doskonale obrazujących przemianę jej włosów.

W swoim i Moniki imieniu zapraszam do przeczytania! :)

"Próbując zacząć swoją włosową historię postanowiłam poszukać punktu zaczepienia w starym albumie. Nie znalazłam nic szczególnego z dziecięcych lat oprócz tego, że o moich włosach decydowała mama, dla której najlepsza fryzura to "na chłopaka. To zdjęcie, to mój dziecięcy koszmar i w sumie nie jestem pewna czy powinnam je pokazywać :P


Taką fryzurę miałam przez jakieś 6 lat. Na 100%  miałam taką w przedszkolu, później już były nieco dłuższe, ale mama nie dała za wygraną :P i tak idąc do komunii miałam włosy nad ramiona.



Później mama odpuściła bo dalej widzę, że włosy są coraz dłuższe :) Jedyne co pamiętam, oprócz ingerencji mamy to fakt, że miałam zawsze gęste włosy. Może na zdj tego tak nie widać, ale włosy miałam tak grube, że mogłam spokojnie założyć gumkę - frotkę na 1 raz i nie spadała.

Pierwszy raz sama postanowiłam coś zmienić będąc w 6 klasie podstawówki i zaczęło się farbowanie szamponetkami. Oczywiście tylko na wakacje, ale mimo to teraz z perspektywy czasu uważam to za ogromny błąd. No więc kiedy mama przestała ingerować włosy zaczęły rosnąć :D Dbać o nie - nie dbałam. Nie pamiętam nawet, czy używałam jakichś odżywek, czy nie. Na 100% żadnych masek, szampon familijny lub pokrzywowy :P Co jakiś czas były podcinane ale już nie "na chłopaka" :)


Co wakacje jakaś szamponetka w kolorze ciemnej wiśni, którą nakładałam sama.





I tak bez dbania wyhodowałam takie coś :)




I czy źle wyglądały? ahhh wystarczyło aby rosło ale nie .... musiała pod rękę podwinąć się znajoma fryzjerka.

Mimo, że ostrzegała i prosiła to ja się uparłam .... jeszcze miałam farbowane na ciemną wiśnie ... i wiecie co sobie wymyśliłam na 18-stkę?

Ostre cięcie i rozjaśnianie :(

Nie mam zbyt wiele zdjęć z okresu kiedy byłam blondynką, a te które mam, raczej nie nadają się do pokazania światu :P
Włosy w dodatku były tak krótkie, że z tyłu na tym zdjęciu miałam maleńką kiteczkę nad karkiem i reszta upięta wsuwkami. Koloryzacja ( rozjaśnianie drogeryjnym rozjaśniaczem :( ) i cięcie - taką zmianę zrobiłam w 1 noc.  To był ten moment w życiu, w którym przesadziłam ;/ włosy zrobiły się suche i bardzo się łamały. Wtedy używałam odżywki Dove do włosów zniszczonych i to była cała moja pielęgnacja. Z kolorem blond chodziłam może pół roku. Zakryłam go oczywiście sama brązową farbą. I tak kolejne pół roku farbowałam już sama nie wiedząc po co. Stan zresztą widać na zdjęciu poniżej. Końcówki bardzo suche, wręcz sianowate.


Pielęgnacja oczywiście dalej pozostała przypadkowa.




Jak teraz patrzę w jakim były stanie, to sama sobie nie wierze jak mogłam nic z tym nie zrobić.

Włosy, odkąd pamiętam nie były suszone suszarką i do tego momentu nie były prostowane. Jakoś mniej więcej w tym okresie kupiłam pierwszą prostownicę.
Kiedy urosły sobie do długości jak na zdj po lewej byłam akurat na pierwszym roku  studiów. Wtedy pani, z która pracowałam poleciła mi fryzjerkę. I jak się później okazało ta właśnie fryzjerka została moją jedyną zaufaną osobą, której oddawałam swoje włosy bez strachu.







Z żalem siadałam na fotel, ale chyba opłacało się :) Tak bardzo polubiłam jej usługi, że bywałam średnio raz na 1,5 miesiąca.Wtedy też zaczęłam używać odżywki i szamponu  Loreal matrix w takich dużych litrowych butelkach. Jednak na tym moja pielęgnacja się kończyła. Plus oczywiście spray pod prostownicę i to był Goldwell.



Do tej pory w całej pielęgnacji nie było zupełnie nic szczególnego oprócz totalnej ignorancji. Nie mam co ukrywać, o pielęgnacji włosów wtedy miałam tyle samo pojęcia co o fizyce kwantowej :P

W 2010 roku na jesieni przeprowadziłam się z podlasia nad morze. Nie wiem, czy to wina zmiany klimatu, czy stres jaki wtedy również przeżywałam przyczyniły się do ogromnego wypadania włosów. 


Już dokładnie nie pamiętam z jaką długością wyjechałam itd. Pamiętam natomiast, że jakieś 8 miesięcy po przyjeździe do nowego miasta podcięłam je i wtedy wyglądały tak: 





Przed tym ścięciem, dokładnie we wrześniu 2010 zaczęłam szukać informacji co robić kiedy włosy wypadają. Wtedy natknęłam się na olej amla Dabur. To było moje odkrycie! Oczywiście w swojej pielęgnacji nic nie zmieniłam :( wciąż te same szampony i odzywki ( chyba jakieś miałam :P ). Olej amla wzmocnił moje włosy i zahamował wypadanie.

Na jesieni 2011 kiedy jedynym przełomem w pielęgnacji było olejowanie włosy wyglądały tak.
Tutaj jeszcze warto dodać, że byłam w stanie błogosławionym ;)


rok 2011
rok 2013
Przez kolejny rok zdjęć brak... albo nie ma albo są w związanych włosach. Wiadomo jak to przy małym dziecku. Oczywiście w pielęgnacji a raczej jej braku nic się nie zmieniło, mimo to naprawdę nie było źle, było wręcz całkiem dobrze.



Ponoć po porodzie stan włosów znacznie się pogarsza, zaczynają wypadać i jest to normalne. Dla mnie to normalne nie jest ponieważ po porodzie moje włosy prezentowały się  bez większych zarzutów.




trzy poniższe zdjęcia są z roku 2012/2013
























I tak jak w przypadku farbowania na blond to był kolejny etap w moim życiu, który z perspektywy czasu zmienił moje włosy o 180 stopni.  Rok 2014 - to zdjęcie jest jednym z ostatnich jakie mam z czasów kiedy mieszkałam w Polsce. Stan włosów oceniam na idealny. Pielęgnacja wciąż przypadkowa jednak to już ponad 4 lata systematycznego olejowania.


Kilka dni przed wyjazdem do UK ścięłam włosi - to także był błąd! Fakt, dużo osób mówiło, że wyglądałam młodziej jednak to cięcie miało dalsze skutki.  Dokładnie tak wyglądałam w dniu, w którym przyjechałam do UK. W tym momencie znowu ślad włosów na zdjęciach praktycznie znika - na większości zdjęć mam związane włosy... aha już pamiętam... to żal po ich ścięciu nie pozwalał mi ich rozpuszczać :/ 

Moment przyjazdu do UK nie należał do najłatwiejszych w kwestii pielęgnacji. Woda sprawiła, że zaczęły się problemy z cerą i włosami. Oczywiście ponownie sięgnęłam po oleje i produkty z napisem "nawilżające".  Tak minął prawie rok. W tym czasie ponownie pojawił się problem z wypadaniem włosów ( a może to było łamanie się włosów). Ponownie pomogła amla plus dodatkowo wspomagałam sie maskami z pudrów hesh. Przyznam, że troszkę zaniedbałam olejowanie amlą. Nie byłam tak systematyczna jak w Polsce. Używałam produktów John Frieda oraz masek z Herbal Essence. Minął rok. Uwierzcie mi, że nie mam pojęcia dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że tak źle wyglądają moje włosy. Może dlatego, że nigdy nie widziałam ich na zdjęciach z tyłu. Może dlatego, że przyzwyczaiłam się,  że zmiana klimatu i wody negatywnie na nie wpłynęła... Jak dziś pamiętam, że w grudniu 2014 poprosiłam męża aby zrobił mi zdjęcie włosów. Wtedy kupiłam olej musztardowy i chciałam mieć zdjęcie do porównania długości. Wtedy zobaczyłam to !


Moją reakcję możecie sobie tylko wyobrazić. Kilka razu prosiłam męża aby ponownie zrobił zdjęcie - to przecież było niemożliwe ! Z lampą, bez lampy zawsze efekt taki sam ! Włosy były suche, ekstremalnie suche i łamiące się. Zaczął się płacz i lament. Jakim cudem... tyle lat olejowania za mną. Suszenie i prostowanie sporadyczne, brak farbowania... dlaczego !? To był dla mnie moment dosłownego załamania się. Ok, to tylko włosy ... mimo wszystko to był moment kiedy dosłownie płakałam z bezradności.
Pierwsza moja myśl to keratynowe prostowanie. Nie wiem do końca dlaczego się na to nie zdecydowałam. Pewnie dlatego, że ja chciałam swoim włosom przywrócić dawny blask. Nie na kilka miesięcy ale na stałe !  Nie chciałam iść na skróty, chciałam "odbudować" swoje włosy.
Wtedy też szukałam informacji o polecanych produktach w UK. Pytałam na różnych grupach, które skupiają polskie panie mieszkające w UK jakie produkty polecają. Wtedy jak dziś pamiętam, że jedna z pań o imieniu Gosia napisała mi, że posiada w sprzedaży ampułki struktural by fama. Uznałam, ze to pic na wodę i szkoda kasy a one wtedy nie były w UK zbyt tanie. Gosia nie odpuszczała i ciągle w moich postach polecała ampułki mimo, że ja wciąż byłam na nie. W końcu postanowiła dać mi ją do przetestowania ( mój blog wtedy dopiero raczkował) w zamian za recenzję. W sumie nic nie ryzykowałam także zgodziłam się i takim sposobem powstała moja pierwsza recenzja produktu do włosów. Za możliwość przetestowania tej ampułki powinnam ją po rękach całować i na piedestał wynosić. To był przełom, mega krok do przodu, który sprawił, że uwierzyłam, że mogę odzyskać normalny wygląd włosów. 4 grudnia 2014 - tej daty nigdy chyba nie zapomnę. Od tej pory mam wrażenie, że wszystko poszło z górki :) Nie rozumiem tylko dlaczego nie szukałam informacji na innych blogach. Blogi wszystkich znanych włosomaniaczek były mi zupełnie nieznane i tak naprawdę odkryłam je już będąc w trakcie swojego "włosomaniactwa". 30 grudnia tak wyglądały moje włosy (przed i po czyli przed i po masce z pudru kalpi tone)

Widać, zdecydowaną poprawę - tutaj już miesiąc z ampułkami struktural by fama. Dodatkowo systematyczne olejowanie i niestety reszta produktów przypadkowa, czyli ślepo wierzyłam producentom.

9 lutego na blogu ukazał się pierwszy wpis "Moja aktualna pielęgnacja włosów". Byłam z niego dumna ponieważ, poczyniłam ogromny postęp w pielęgnacji włosów.  Do olejowania i ampułek dołączyłam także pielęgnację skalpu i włosów maskami z pudrów Hesh oraz dość częste maski z majonezu (Winiary).  Choć do stanu sprzed wyjazdu z Polski było im daleko to jednak widziałam światełko w tunelu :)



Włosy prezentowały się tak:




W tym czasie zaczęłam używać tez produktów Palmer's i to był dobry krok do przodu :)
Aktualizacja pielęgnacji z lutego dała mi ogromną nadzieję, że idę właściwa drogą. W tym czasie zaczęłam wprowadzać metodę mycia OMO choć nie do końca jeszcze wiedziałam co i jak. Wtedy też zaczęłam szukać grup poświęconych pielęgnacji włosów aby znaleźć osoby, które jak ja dążą do uzyskania pięknych włosów.







Pisząc ten post idę według archiwum swojego bloga. Wybaczcie dość okrojone informacje jednak to naprawdę były moje początki i nie wszystko zapisywałam.  Na tym etapie powoli zaczynałam szukać informacji o składach produktów do włosów.  Oczywiście było to dość nieudolne, jednak starałam się zrozumieć co mi da dany składnik i czy aby na pewno nie zaszkodzi. Patrząc na zdjęcia widać już sporą różnicę także jeśli miałabym streścić pielęgnację z tych 2 miesięcy to warto byłoby wspomnieć o:
- ampułkach struktural by fama
- olejowaniu
- metodzie mycia OMO
- pytaniu o produkty bez ślepej wiary w reklamę
- dbaniu o skalp

Mimo, że wciąż daleko do dawnego wyglądu włosów dla mnie to już był świetny efekt, tym bardziej, że osiągnięty w 2 - 2,5 miesiąca.  Nadeszła pora na podjęcie decyzji o wyrównaniu skruszonych końców. Oczywiście standardowa wizyta u fryzjera i "fryzjerski centymetr". Jeśli nie wiecie co to jest "fryzjerski centymetr" to może to zdjęcie Wam coś rozjaśni ..... proszę wyrównać końce.... ciach !






Jak widać po minie nie do końca mi się ta długość podoba :P Choć sam styl cięcia został ten sam to jednak fakt, że włosy są krótsze wpłynęło na ich układanie. Dla mnie jest to długość nijaka, taka której najbardziej nie lubię. Ani krótkie, ani długie. No ale mało ważne jest to czy mi się podoba ich długość czy nie tylko to, że w końcu włosy wyglądają jak powinny. ODROSNĄ !

To był swego rodzaju kolejny etap w moim włosomaniactwie. Zaczęło się analizowane składów kosmetyków, eliminowanie produktów ze składnikami niepożądanymi i uzupełnianie odżywek i masek o składniki pożądane.  Zaczęła się naprawdę świadoma pielęgnacja. W tym momencie byłam już w stanie wyjaśnić dlaczego używam dlaczego produkty i dlaczego są produkty których nie użyję.
To był ten czas kiedy zaczęłam analizować każdy produkt do włosów. Najpierw pod względem czy mi nie zaszkodzi, następnie czy jest w stanie mi pomóc. Analizowanie składu tym bardziej w drogerii nie jest łatwe więc tego uczę się do tej pory. Odstawiłam zupełnie prostownicę. Włosy suszyłam tylko chłodnym nawiewem a chcąc mieć efekt prostych włosów używałam loko-suszarki.

Te z Was, które śledzą mojego bloga z tamtego czasu pewnie zauważyły, że w pielęgnacji brak było masek do włosów.  Dopiero niedawno znalazłam maseczki idealne. Moja pielęgnacja stała się bardziej przemyślana i stabilna. Zaczęłam rozumieć, które produkt współpracują ze sobą, nauczyłam się "słuchać" swoich włosów. Kiedy przed myciem widzę je, dotykam w pewien sposób wiem co może im pomóc. Po ścięciu włosów moim celem było utrzymanie oraz dalsza poprawa ich stanu oraz wpłynięcie na przyśpieszenie porostu.






26 maj 2015 - tak, jestem dumna ze swoich włosów i z tego co osiągnęłam !



Dużo osób, jak nie wszyscy którzy pytają mnie o pielęgnacje zadają to samo pytanie - jakich produktów używam. Dla mnie jest to niestety pytanie w pewien sposób bez odpowiedzi. Nie przywiązuje się do szamponów i odżywek. Moja "kolekcja" jest tak duża, że gdybym myła włosy codziennie mogłabym każdego dnia używać innego produktu. Moja pielęgnacja opiera się na pewnych działaniach a nie na konkretnych produktach.


Moje włosowe przykazania
- nie prostuje włosów i suszę chłodnym nawiewem
- nie używam produktów ze szkodliwym alkoholem i innymi składnikami,które szkodzą moim włosom ( np kokos)
- szamponem myję głowę a nie włosy ! To moja główna zasada. Metoda OCM do każdego mycia.
- odżywka spłukana po 5 minutach nie daje zadowalających efektów. Ja odżywkę czy maskę trzymam minimum 20 minut pod czepkiem i turbanem z ręcznika
- zabezpieczam końcówki serum got2be lub serum amla dabur ( stały element pielęgnacji)
- w odżywkach i maskach szukam naturalnych składników odżywczych, które są w stanie dać moim włosom coś dobrego
- olejowanie włosów - przede wszystkim amla ( nie tylko Dabur)
- przemyślana wieloetapowa pielęgnacja (proteiny, humektanty, emolienty) 
- myślę co i po co nakładam na włosy
- włosy myję nie częściej niż tego wymagają czyli co 3-4 dni
- nie ufam reklamom i napisom na opakowaniu
- nie kładę się spać w kucyku lecz nigdy nie kładę się z rozpuszczonymi włosami
- dbam także o skalp ( pudru hesh)


Moje włosowe problemy
- objętość moich włosów jest zdecydowanie mniejsza niż kiedyś
- nie mogę przekonać się do szamponów bez SLS - choć SLS raczej mi nie szkodzi patrząc po metamorfozie. To raczej nie problem, ale włosomaniaczce nie wypada ;)
- włosy mimo dobrego stanu puszą się kiedy pozwalam im wyschnąć bez suszenia


Tak wygląda moja włosowa historia, która jakby nie było wciąż trwa :)


Dzięki tej całej historii powstał także blog na którego serdecznie zapraszam  http://kobiecyklimat.blogspot.co.uk/"

Jestem pod wrażeniem tego, jak Monika wytrwale dążyła do wytyczonego sobie celu :)
Mimo przeprowadzek i ciąży dalej pielęgnowała swoje włosy. Dokładnie poznała się z nimi poznała, wie co lubią, a czego nie tolerują i z głową dobiera kolejne kosmetyki do zrównoważonej pielęgnacji ;)

Życzę wszystkim takiej wiedzy, którą posiada Monika!

Pozdrawiam, Nika :)

PS. Zapraszam wszystkich do wysyłania swoich zgłoszeń, o tym jak to zrobić znajdziecie iformację tutaj --> MWH- zgłoszenie

5 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam taką długą historią :P no ale ja nie umiem pisać krótko .... chyba dlatego prowadzę bloga, bo gdzieś muszę się wygadać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt jest fantastyczny! <3

    Pozdrawiam!


    dzezabell.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń